Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ROZDZIAŁ. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ROZDZIAŁ. Pokaż wszystkie posty

#Noveno

NIEZAUWAŻONA

 ☀ ☓ ☀ ☓ ☀
Tym razem Grimmjow nie pozwolił się tak łatwo zbyć.
  • Nie zmieniaj tematu – warknął do czarnowłosego arrancara z maską kruka. - Co to do cholery znaczy, że możliwe że to był on?!
Tamten westchnął jakby od niechcenia i przejechał ręką po swojej masce. Nie wydawało się i nic nie wskazywało na to, aby był chętny do powiedzenia czegokolwiek na ten temat. Wreszcie odwrócił się w stronę byłego espady i zaczerpnął powietrza.
  • Nic więcej ciekawego nie wiem. Różne typy tutaj trafiają i nie zawsze muszą wyglądać jak uprzednio, zanim tutaj trafili. Niektórzy nie chcą być rozpoznawani przez innych... Niektórzy nim tutaj dotrą także cofają się w rozwoju. No bywa.
  • Zabiję drania, jeśli to on – wycharczał Grimmjow i z hukiem opuścił krzesło na cztery nogi, aż zatrzeszczały pod nim deski. Kirke wzruszył ostentacyjnie ramionami i przeszedł z głośnym zgrzytem po drewnianych drzwiach, które jak dotąd dalej leżały roztrzaskane na podłodze.
  • Jak tam wolisz – odpowiedział tamten i dźwignął na ręce resztki drewnianych desek będących kiedyś drzwiami. Cmoknął ze zniesmaczoną miną, kiedy drzazgi posypały się na boki.
  • Jejku, nie musiałeś ich rozwalać aż tak bardzo. Nowe uda mi się załatwić dopiero na jutro... Przez ten czas będziesz musiał się zadowolić brakiem drzwi – rozmyślał nad czymś przed chwilę, a kiedy się odezwał jego głos był dziwnie wesoły.
  • Albo zawsze możesz przeprogramować swój pokój. Ale zostawmy to na później.
  • Przeprogramować? Co masz na myśli? - zapytał podejrzliwym głosem Grimmjow.
  • To co słyszysz. Na końcu pokoju za tym wielkim plakatem, który wygląda jak tapeta masz indywidualny programator pokoju. Każde pomieszczenie posiada takie coś. W końcu Sawel był jednym z współtwórców tego miejsca. Oczywiste jest, że musiał dodać coś od siebie.
Niebieskowłosy wydawał się być skonfundowany, więc Kirke uśmiechnął się do niego z pobłażaniem i wskazał palcem na koniec pokoju.
  • Tam na ziemi powinna leżeć gdzieś instrukcja – machnął ręką i powrócił zainteresowaniem do poprzedniego zajęcia. Sapnął ciężko i zarzucił sobie drewniane deski na plecy.
  • Jakbyś jeszcze czegoś potrzebował będę w pomieszczeniu obok.... aaa, zapomniałbym że nie możesz oddalać się stąd nie więcej niż na dwadzieścia metrów. No cóż, coś się chyba da z tym zrobić. Po prostu trzymaj przy sobie swój miecz.
  • Fajnie by było. Tyle, że wiesz... kiedy próbowałem go dotknąć jebnęło mnie prądem i na chwilę sparaliżowało mi rękę – rzucił sarkastycznym tonem Grimmjow i zacisnął dłoń w pięść.
  • Aha.
Z wściekłością wydarł się na Kirke.
  • Aha?! Tylko tyle masz mi do powiedzenia?!
  • No wiesz, to zależy od punktu widzenia. Właściwie całkiem tu przytulnie. Bylebyś nie majstrował przy programatorze dopóki ktoś zorientowany nie wpadnie – powiedział szybko i w ciągu kilku sekund zwinął się i tylko pomachał mu na pożegnanie.
  • Hej! Zaczekaj... za...! Co za dupek...
Czemu wszyscy unikają odpowiedzi i gdy tylko zada jakieś kłopotliwe pytanie to spieprzają gdzie pieprz rośnie?! Geez, jak go to strasznie irytuje. Nie, poprawka. Wszystko w tym miejscu go irytuje. Rany, z kim on zmuszony jest się zadawać. Im szybciej stąd odejdzie... Ale właściwie gdzie miałby iść, dokąd?

Nie ma już dokąd wracać. Ten Ichigo... tak naprawdę jest cholernie silny. Z każdą walką jest coraz silniejszy. Naprawdę, nie mam pojęcia jak on to robi, ale mam zamiar się dowiedzieć.

Ten czas spędzony tutaj będzie dobrze wykorzystanym. Powróci stąd sto razy silniejszy, rozwali całą espadę, tego całego Ichigo i weźmie się za tworzenie nowego, lepszego miejsca, w którym mógłby się zaszyć. Może nawet odświeży nowe znajomości.
Ale co miała oznaczać jego jakże zwięzła odpowiedź? Wprawdzie nie wydawał się tym zdziwiony, ale uciekł tak szybko. Jakby naprawdę nie chciał mi czegoś powiedzieć. Zmówili się, czy jak?

Znowu został sam na sam ze sobą i tym cholernym pokojem. Jakby tego było mało za zamkniętymi drzwiami na końcu tego pokoju znowu coś zaczęło w nie łomotać, jakby chciało wydostać się na zewnątrz. Grimmjow postanowił zbadać to dokładniej, być może ze względu na to, że i tak aktualnie nie miał nic lepszego do roboty, albo po prostu był ciekaw. Tak czy inaczej w kilka sekund dostał się na koniec pomieszczenia i przystanął naprzeciw drzwi. Uderzenia stały się jeszcze silniejsze, w dodatku pojawiło się donośne wycie, które brzmiało bardziej jak ryk, niż zawodzenie.

Niebieskowłosy położył ostrożnie rękę na starych drewnianych deskach, które jak dotąd dygotały w zawiasach. Nagle przestały, a przez dłoń Grimmjowa przebiegł jakiś dziwny impuls, dość nieprzyjemny, więc oderwał się od drzwi spoglądając na nie ze zmarszczonym czołem.

Wreszcie wzruszył ramionami i zaczął przechadzać się pod ścianą wbijając wzrok w podłogę. Poszukiwał czegoś ciekawego, lecz nic nie znalazł. Stanął pod ścianą, na której wisiała tapeta niewiele wyróżniająca się od ściany. Przeniósł na nią wzrok. Faktycznie, pośrodku niej znajdowało się ledwo widoczne prostokątne wycięcie.
Grimmjow zaczął kombinować, jak je otworzyć. Najpierw poszukał miejsca, gdzie mógłby podważyć drzwiczki, lecz nic takiego tam nie było. Żadnej wypukłości lub wgłębienia. Przycisnął drzwiczki i dalej nic się nie działo.

W czasie, kiedy ten rozkminiał sposób, jak otworzyć schowek nie zauważył, że przez szparę pod starymi drzwiami, które przed chwilą badał wysunęła się mała pożółkła karteczka złożona na pół.
Espada poddał się wreszcie i z krzykiem walnął pięścią w ścianę. Też nic się nie stało, co jeszcze bardziej go wkurzyło. Odwrócił się plecami od niej i oparł o ścianę zakładając ręce na piersi. Zaczął obserwować swój miecz, który nadal lewitował kilka stóp nad ziemią, dokładnie na wysokości pasa.
  • Chyba nigdy nie czułem się tak cholernie bezradnie – mruknął pod nosem, lecz nie zaczął rozmyślać, jak to zawsze robił, po prostu wpatrywał się beznamiętnie przed siebie i nagle poczuł wibracje pod plecami i zanim zdążył się zorientować ściana za nim wsunęła się, a on z krzykiem poleciał do tyłu.

~*~*~*~*~*~

Tak naprawdę to Kirke byłby w stanie mu o wszystkim powiedzieć. Pozostawała jednak sprawa, że zabroniono mu o pewnych rzeczach mówić. I nie miał większego wyboru, jak tylko milczeć i czekać na dalsze rozkazy. Do dziś jego stara rana dawała o sobie znać.

W tym miejscu się nie marudzi. Można jedynie żyć dalej godząc się ze wszystkim co go otacza. A dzięki Sawelowi można zmienić to miejsce według swojego widzimisię. Żyć w zgodzie ze stwórcą tego miejsca, żyć w zgodzie ze wszystkimi, ze swoją naturą także. Żyć bez ograniczeń. A bynajmniej myśląc, że w tym miejscu nie ma żadnych ograniczeń.
Niewielu o nich wie, o istnieniu takich osób jak Ruda, albo Moli. Niewielu wie, co dzieje się po zmierzchu, które takowo się nazywa.
  • Kirke, Granz chce ciebie widzieć.
  • Co? Aha. Zaraz tam będę... a gdzie chce się spotkać?
Ruda wymownie przewróciła oczami.
  • Tam gdzie zawsze. Ile razy będziesz jeszcze pytał?
  • Uh. Za każdym razem mam nadzieję, że mu się to znudzi.
  • Dobra, jasne.
  • A skoro już tu jesteś to przypilnuj Grimmjowa Jeagerjaquesa dopóki nie wrócę, dobra?
  • To nie najlepszy pomysł...
  • Dobra?
  • Ok...
  • Świetnie.
Kirke poklepał Rudą po ramieniu, po czym wyminął ją i ruszył przez korytarz, aż wreszcie zniknął, jakby zapadł się pod ziemię.
  • Coś przeczuwam, że to z pewnością źle się skończy...

#Octavo

COŚ

 ☀ ☓ ☀ ☓ ☀
Szum wody zawsze uspakajał jej zmysły. Szczególnie w ciągu tych nerwowych dni. Nie zdarzały się one często i występowały tylko wtedy, kiedy na ich piętro trafiał jakiś nowy. Szczerze tego nie znosiła. Może ze względu na to, że z natury była samotniczką, a tam robił się coraz większy tłok. Irytujące były też te wszystkie hałasy. Najlepszym sposobem było zamknięcie się na trzy spusty w swoim własnym pokoju.
  • Ledwo się powstrzymała, aby mu nie przywalić - mruczała pod nosem Ruda i spoglądała na kaskadę wody, która wypływała z jej pokoju i spadała z głośnym szumem w dół, kilka pięter w dół , aby w końcu rozbić się o taflę turkusowego jeziora.
Wprawdzie na początku przerażał ją ten pokój i dziwne efekty specjalne, które od razu jej zaserwowali. Przecież nie często spotyka się budynki, w których jeden z pokoi służy jako początek wodospadu wypływającego z łazienki. W dodatku łazienka była zupełnie oderwana od tego świata. Przypominała bardziej gorące źródła niż łazienkę.

Jej wzrok powędrował w dół ta turkusową wodę, która w pewnym momencie zabarwiła się na karmazynowy kolor. To się zdarzało i to równie często, jak popijanie popołudniowej herbatki co dzień. Kiedy przybywał kolejny pusty robiło się straszne zamieszanie, a najgorsze były przerwy i spięcia z głównego filaru, który stabilizował reiatsu pustych. Niby nic wielkiego, ale wtedy ci bezmózgi puści zaczynali walczyć ze sobą, a jeśli nikt ich nie powstrzymał to zawsze kończyło się to śmiercią jednego z nich.


A przechodząc do głównego tematu jej irytacji, to ona musiała po nich sprzątać. Do tego wliczała się naprawa uszkodzonych elementów konstrukcji, malowanie ścian, sprzątanie, odkurzanie i takie tam pomyj, pozamiataj. To strasznie poniżało jej godność. Gorszące było też to, że innym takich jak ona to nie przeszkadzało. Zawsze pieprzyli to samo, że lepsze to, niż bycie w ciągłym strachu przed tym, że znowu cofniesz się w rozwoju i stracisz wszystko, co dotąd osiągnąłeś.

  • Debile, kompletni bezmózgowcy...
Usiadła na skraju podłogi i machała przez chwilę nogami. Odchyliła głowę w tył, a jej myśli przeniosły się na inne tory. Kiedyś też była nikim. Nikim szczególnym. Wolała trzymać się silniejszych, lecz w zamian za ochronę musiała być im posłuszna. Każdy to kiedyś przeszedł, ale ona z natury była uparta i dumna. Może dlatego tak skończyła, kto wie.
Przecież w każdej chwili może stąd odejść, więc po co tak marudzi? Mają rację, nie powinna tak do tego podchodzić. Powinna wyluzować, jak reszta i po prostu robić to co do niej należy. Taka kolej rzeczy. Naturalna sprawa.

  • Rudaaa!
Gwałtowna reakcja jej ciała prawie doprowadziła do tego, że o mały włos, a by nie spadła w tą przepaść. Zaklęła pod nosem i doprowadziła się do porządku. To pewnie Moli już wróciła. Dzisiaj też zgodziła się odwalić za nią robotę. Cholera, jak ona jej zazdrości.
  • No Ruda otwórz drzwi!
  • Już, zaraz – odkrzyknęła i wybiegła z pokoju, który łączył się z krótkim korytarzem. Otworzyła zamaszyście drzwi. Moli o mało co nie wpadła do środka. Była widocznie zadowolona. Ciekawe czy to z efektów jej pracy, czy co...
Trzymała coś w dłoniach, ale trudno było dostrzec, bo zakrywała to szczelnie palcami. Obeszła Rudą i z podejrzanym uśmieszkiem i z błyskiem w oku dała jej znać, aby poszła za nią. Ta wzruszyła tylko ramionami i ruszyła za przyjaciółką.
  • Zdobyłam coś ekstra! - pisnęła tamta i aż zatrzęsła się z emocji.
  • Co takiego? - odparła Ruda z minimalnym zainteresowaniem.
  • No okaż choć trochę, że cię to interesuje – mruknęła tamta, lecz nie czekała na dalszą reakcję i po prostu upuściła coś z rąk.
Jakiś różowy kłębek potoczył się po ziemi. Przez chwilę nic się nie działo, lecz po chwili różowe „coś” poruszyło się i stanęło na cztery kończyny. Zaczęło rosnąć w oczach, aż wreszcie było wielkości świnki morskiej. Faktycznie, nawet wyglądało to jak świnka, albo nawet chomik, tyle tylko, że jak to w tym świecie jest zamiast pyska miało maskę pustego.
  • Co to do cholery jest?
  • Słodziutkie nieeeee? - zaszczebiotała Moli zupełnie nie przejmując się chłodnym tonem drugiej i zgarnęła uciekającego już różowego zwierzaka, który zaczął się wyrywać z jej objęć. Wybałuszył swoje małe czarne oczka, które rozbiegane były we wszystkie strony. Bo tak w prawdzie miał ich sześć par.
  • Co-to-jest? - ponowiła pytanie Ruda akcentując każdą sylabę, jakby mówiła do upośledzonego umysłowo dziecka.
  • Dodziuuuu – Moli zaczęła smyrać różowego zwierzaka po płaskim łebku.
  • Dodziu...?
  • To jego imię – rzekła z powagą tamta.
  • Rozumiem.... musiałaś porządnie uderzyć się w głowę – skwitowała tamta poważnym tonem i pokiwała głową.
  • Nie, nie, nie. To jest Dodziu, szpiegujący chomik. Może i wygląda nieporadnie, ale dzięki niemu dowiemy się wszystkiego co się dzieje na innych piętrach. I... psssst – dokończyła szeptem i zbliżyła swoją twarz do ucha Rudej.    - Dzięki niemu można też podglądać, co inni robią – zachichotała i spojrzała triumfalnie na siedzącą obok rudowłosą.
Kolejne milczenie zapadło z jej strony. W prawdzie może i było to dość szalone i głupie i w ogóle... kto to do cholery wymyśla?! Ale może być przydatne... chyba.
  • Dobra, poddaję się. Miałam zamiar go wysłać do świata shinigami, aby trochę tam poszpiegować, bo słyszałam, że dzieją się tam ciekawe rzeczy. Wiesz, cała ta akcja z Aizenem i Hougyaku, czy jak to się tam nazywało.
  • ŻE CO?! - Ruda nie potrafiła już dłużej powstrzymać swojego nieskończonego zdziwienia, co do zwariowanych pomysłów Moli.
  • To co słyszałaś kochana!
  • Ale... to jest....
  • Zajebiste? - podsunęła pomysł czarnowłosa.
  • Nie... po prostu, nie uważam, aby to się udało. Od razu by poznali, że to jest pusty. Niby jak masz zamiar go tam wprowadzić bez ściągania na niego szalonych shinigami?
  • To proste, spójrz tylko – po tych słowach Moli sięgnęła do maski różowego i jednym ruchem zerwała ją. W tym samym momencie Moli krzyknęła i odwróciła wzrok z obrzydzeniem.
  • Co się krzywisz? Spójrz – odparła tamta i położyła różową kulkę na kolanach Rudej. Tamta wzdrygnęła się, ale wreszcie spojrzała. Zwierzak wydawał się być lekko zdezorientowany, ale poza tym wydawało się, że nic mu nie jest. Nawet po zdjęciu maski pustego.
  • Jesteś okrutna... - powiedziała wreszcie, ale niezbyt szczerze. Po prostu pierwszy raz widziała coś takiego, ale spodziewała się gorszego widoku.
  • Ta maska to tylko dla złudzenia była. Ograniczenie jego mocy, coś w ten deseń.
  • Nie coś w ten deseń tylko tak było – głos ten wydawał się wydobywać z różowego zwierzaka. Ruda odrzuciła go od siebie i spojrzała z lekkim przestrachem na niego.
  • A to co do cholery ma być?!
  • Pierwszy raz gadającego chomika widzisz? To proste. Ta maska pustego była moim ogranicznikiem. Jak dotąd żyłem sobie w niewiedzy jako zwierzak Sawela. Niedawno skończył prowadzić badania na takich jak ja, ale stwierdził, że to niewypał i zafundował nam takie maski. Ten trep potem zapomniał o nas i zostawił nas samym sobie...
  • WTF?!
  • Ale ekstraaa! - rozemocjonowała się Moli i na czworaka zbliżyła się do chomika. - A potrafisz coś?
  • Przecież mówiłaś, że to chomik szpiegujący!
  • Bo tak tam było napisane, na nalepce, która była przyczepiona do jego maski – wskazała ręką na maskę leżącą obok. Ruda sięgnęła po nią i obejrzała ze wszystkich stron. Dopiero po chwili odnalazła miniaturową nalepkę. 
EKSP NR #66fga@
chomik szpiegujący
data wydania 0 0 X
zak. niepowodzeniem
  • Ano, masz rację... Zakończone niepowodzeniem – mruknęła pod nosem i spojrzała na włochatego zwierzaka.
  • Skoro tak... 
  • Pomysł miałyście niezły, tyle że zapewne wykitowałbym w świecie shinigami. Jestem tylko małym pustym bez maski, a moje reiatsu...
  • W ogóle nic od ciebie nie wyczuwam... 
  • No, to jakim cudem ty jeszcze żyjesz? - obydwie zrobiły zdziwione miny. 
  • Dobra, co ja tam będę kłamać. Nie posiadam reiatsu, ani żadnej mocy duchowej. 
  • Co?! 
  • Jak już mówiłem jestem tylko nieudanym eksperymentem. Co nie oznacza, że byłem stworzony z mocy duchowej. To jest innego rodzaju moc. Coś bardziej pierwotnego tak myślę.
  •  Przynudzasz – powiedziała wreszcie Ruda i powstała otrzepując ciuchy.
  • Tak czy siak wyślemy cię tam, bo jestem ciekawa czy to wszystko to prawda. Jeśli nie to po prostu tam zginiesz, mówi się trudno. 
  • Jeśli załatwisz mi solidną porcję warzyw i słonecznika użyczę wam swojej mocy – burknął obrażonym tonem chomik.
  • I nie nazywam się Dodziu, tylko Dag.
~*~*~*~*~*~

W tym samym czasie kilka pieter wyżej, konkretniej na ostatnim piętrze przez wielkie okno wyglądała samotna postać i uśmiechała się do siebie. Jej turkusowe włosy powiewały delikatnie przy najmniejszym dmuchnięciu wiatru, a błękitne oczy zawieszone były w bliżej nieokreślonym punkcie. Nieruchome, rozmarzone spojrzenie.
Ktoś położył ostrożnie dłoń na jej odkrytym ramieniu i pieszczotliwie przejechał palcem, muskając jej obojczyk, podbródek, żuchwę i na końcu zaróżowione policzki.
 
  • Sawel... - ciche westchnienie wydobyło się z jej malinowych ust chwilę przed tym, jak usta Sawela zdusiły to westchnienie. Kiedy już ich usta oderwały się od siebie, błękitne oczy dziewczyny ponownie skierowały się gdzieś w dal.
  • Strasznie za nim tęsknię... 
  • Wiem kicia, wiem o tym... - odparł tamten, lecz w ogóle nie przejął się tym, że Ona mówiła o innym mężczyźnie.

#Septimo

NIC NIE JEST IDEALNE

 ☀ ☓ ☀ ☓ ☀
Odłamki szkła rozleciały się na wszystkie strony świata odbijając światło padające na nie i tworząc różnokolorowe rozbłyski. Dla ludzkiego oka niemożliwe do dostrzeżenia.  W tym samym czasie jasnowłosa postać zakryła w ostatniej chwili głowę przed gradem spadających szkiełek. Zupełnie niespodziewanie zwróciła twarz w kierunku Grimmjowa, lecz trwało to tylko ułamek sekundy. Odwróciła się na pięcie i pognała przez korytarz.

Grimmjow nie myśląc zbyt długo wyrwał za nią z refleksem godnym kota. W ślizgu pokonał pierwszy zakręt, łapiąc przy okazji za framugę drzwi  i wyrwał do przodu z groźnym wyrazem twarzy, przed którym nawet najgorszy przestępca by zmiękł. Zmuszony był jednak zatrzymać się w połowie drogi, kiedy niespodziewanie rąbnął w coś głową i ledwo trzymając się na nogach skonfundowany od nagłego uderzenia zachwiał się w tył, lecz całe szczęście natrafił plecami na ścianę.

Spojrzał przed siebie, w miejsce gdzie przed chwilą na coś wpadł. Jednak niczego tam nie było. Tylko korytarz i znikająca w oddali znajoma sylwetka. Stwierdził wreszcie, że niemożliwe było, aby w coś wpadł, lecz ledwo zrobił dwa kroki, kiedy znowu powietrze stawiło opór. Zupełnie tak jakby znajdowała się tam jakaś niewidoczna bariera.

Espada krzyknął rozjuszony i próbował użyć cero, co tylko zakończyło się kolejnym łupaniem w głowie. Zatoczył się w tył i przysiadł na zimnej posadzce z zielonego granitu. Był kompletnie rozjuszony i miał ochotę wybiec stąd z krzykiem przy okazji zmieniając w gruz wszystko po drodze. Szczególnie po tym, kiedy ujrzał tego cholernie znajomego gościa.
  • Grimm-jow! - zaświergotał ktoś za nim i okazało się, że był to ten sam chłopak z maską pustego w kształcie głowy kruka, który jeszcze niedawno sprawił, że z pięciu małych sześciokątnych kostek wyskoczyły meble. Jego dziecięcy głos poniósł się echem w głowie espady.
  • Nie ma sensu za nim gonić - powiedział tamten wreszcie już poważniejszym tonem i pomachał pacem. Na ten gest Grimmjow tylko się skrzywił i powstał - z lekką trudnością - i jak gdyby nigdy nic zawrócił.
  • Nic ci do tego - prychnął do chłopca, lecz ten zagrodził mu drogę.
  • Nie powinieneś się tak do nas odnosić - odrzekł ze spokojem tamten, a jego świdrujące zielone oczy wbijały się w niebieskowłosego.
Pyskaty zupełnie jak Ulquiorra.
  • Zejdź mi z drogi krasnalu - Grimmjow chwycił go za ramię i próbował odsunąć, lecz ten złapał go za ramię i ścisnął niespodziewanie tak mocno, że ten syknął z bólu.
  • Szczególnie ze względu na to, że teraz jesteś na naszej łasce.
  • Phew, nie prosiłem się o to - syknął i wreszcie wyrwał się z jego stalowego uścisku.
  • Mimo wszystko powinieneś być wdzięczny. Nie myśl sobie jednak, że robimy to dla ciebie. Dostaliśmy takie rozkazy, aby przywrócić ciebie do używalności. Jednak skoro już wiadomo, że to trochę potrwa powinieneś zacząć się przyzwyczajać do reguł panujących na tym piętrze.
  • Skoro tak....
  • Po prostu bądź grzeczny i nie narzekaj. Swoją dumą nic tu nie wskórasz.
  • Naprawdę mam to gdzieś.
Grimmjow przepchnął się obok tego wnerwiającego dzieciaka. Wciąż nie mógł się pogodzić z tym, że musi być na czyjejś łasce. Lepszy byłby już los bezmózgiego pustego, niż to co go spotkało. Coraz większą miał ochotę spotkać się z tym całym właścicielem. Za kogo on się ma? Wymuszają na nim powrót do zdrowia... To chore.
Niepostrzeżenie przed nim wyrósł ten chłopak.
  • Jestem Kirke Lapiz, nadzorca . Odkąd tutaj trafiłem nie pamiętam mojego poprzedniego życia poza tym, że wiem kim kiedyś byłem. Tak jak większość pustych, którzy tutaj przebywają. Wszyscy trafili tutaj martwi lub półmartwi. W tym zamku mamy możliwość zacząć nowe życie. Większość mieszkańców to byli arrancarzy, członkowie espady, privaron espady, numeros, fraccion lub zwykli puści. Także adjuchasy.
Sexto Espada odwrócił się do niego bokiem, lecz nic nie powiedział. Kirke stwierdził, że ten go słucha, albo być może też miał takie zadanie, aby mu to wszystko wytłumaczyć. Bynajmniej drążył ten temat dalej.
  • Bardzo różni się od dzisiejszego Las Noches. Kiedy rządził tam Baraggana jego królestwem było to wszystko, co go otaczało. Poza przepaścią, która odgradzała jeden kontynent od drugiego znajdujący się w Hueco Mundo. Zapewne nie stanowiłoby to dla niego problemu, aby pokonać tą przepaść, ale być może był na to zbyt dumny, albo nie miał takiej potrzeby. Aizenowi zaś chodziło tylko o zniszczeniu Soul Society i tym podobnym, więc przekabacił na swoją stronę nową espadę. Nawet zapanował nad Baragganą. Był jednak zbyt ograniczony swoimi pragnieniami, aby to sprawdzić. Dla pustych z zewnątrz to miejsce jest tylko końcem, pustką czy nicością, jak kto woli. Tutaj kończy się Świat Pustych. Jednak kiedy jakieś sto lat temu Aizen zaczął tworzyć swoją armię większość starej espady wykruszyła się i odnalazła ten kanion. Udało im się nawet go przejść, a kiedy dotarli na miejsce zastali olbrzymi gmach, czterokrotnie większy od Las Noches,
  • Przejdź do sedna - mruknął Grimmjow z obojętną miną i usadowił się na przeźroczystym krześle.
  • Tutaj jednak zaczęli walczyć o to, kto zostanie Vasto Lorde.
  • Niech no zgadnę wszyscy się wzajemnie pozabijali...
Kirke posłał dość obojętne spojrzenie byłemu espadzie, lecz krótko kiwnął głową.
  • Pozostała tylko jedna osoba. To ona od tego czasu rządzi tym królestwem po drugiej stronie. Jednakże do zamku po jakimś czasie zaczęli się gromadzić inni zwabieni energią, którą wyczuwają tylko ci, którzy pragną zemsty na Las Noches. Chcąc stworzyć nowe, lepsze królestwo dla takich jak my, podzielono zamek na rewiry, w którym zarządza Vasto Lorde, a także nadzorca. Na każdym z siedmiu pięter jest ustawiona bariera, dzięki której puści z niższych sfer nie walczą ze sobą o przetrwanie. W tym miejscu nie muszą się bać tego, że ich rozwój cofnie się. To piętro nazwane jest Murro Suelo, a najważniejszą osobą tutaj jest Sawel-sama.
  • Jak to się dzieję, że nie cofają się w rozwoju? - Grimmjow zmrużył oczy i zacisnął pięści. - To nie możliwe...
  • Gdyby nie bariera, która otacza ten zamek, reiatsu tych wszystkich stworzeń wyciekałoby jak po stronie Lasu Menosów. Ten stary dureń Sawel wymyśla różne dziwne urządzenia... mimo wszystko jest geniuszem. Bez niego nie udałoby się stworzyć tak idealnego miejsca.
  • Nic nie jest idealne - odparł z prychnięciem Grimmjow, odchylił się na krześle i nogi położył na stole.
  • A jednak. Już niedługo sam się przekonasz.
  • Co to za frajda żyć bez walk i przelewu krwi. Do dupy z takim miejscem!
  • Hmm, raczej mi się nie wydawało, że wspomniałem o tym, że puści z RÓŻNYCH pięter ze sobą nie walczą. Nic nie wspominałem o tym, że W OGÓLE nie odbywają się tutaj żadne walki...
  • No to świetnie - kolejny pomruk wydobył się z ust niebieskowłosego. Czyli jednak życie tutaj może być ciekawsze. I w dodatku dają mi szansę na odegranie się na Ichigo... i na tym dupku Nnoitrze.
  • A właśnie, tamten pusty... cholernie przypominał mi Nnoitrę. Gdyby nie to, że miał utlenione włosy to natychmiast bym go sprał...
  • Cóż, być może to był on - odparł tajemniczo Kirke i podszedł do wyjścia. - I przydałoby się coś zrobić z tymi drzwiami.

#Sexto

BEZ MARUDZENIA
 
 ☀ ☓ ☀ ☓ ☀
Przez chwilę panowała nieprzyjemna cisza, tylko kółka wózka, który pchał Sawel cicho skrzypiały, kiedy pchał go w kierunku Grimmjowa. Wreszcie przystanął i rzucił przeciągłe spojrzenie na dwie pozostałe dziewczyny, które nadal stały tam gdzie przed chwilą.

- Chyba nie powinno was tu być - rzucił w ich stronę, a one natychmiast cichaczem wymknęły się z pokoju. Jego ton był trochę dziwny, niby obojętny, lecz przez niego dziewczynom stanęły włoski na karku. Było tylko słychać jak na korytarzu zaczęły głośną rozmowę o tym, że w ogóle nie powinny tam przychodzić, że tamta jest głupia i że nie chciały narazić się Sawelowi-sama.

Kiedy jego wzrok powędrował na obojętną minę Grimmjowa, jego wyraz twarzy natychmiast się zmienił i powrócił mu flirciarski uśmieszek.
  • O czym to ja... Ach, no tak - mruknął pod nosem i pstryknął palcami. Chwilę później do środka wparował jakiś białowłosy dzieciak z dużą czarną torbą, która była tak wyładowana, że zamek błyskawiczny ledwo się trzymał.
  • Na początek przydałby się jakiś stół i krzesła, tak ze trzy - Sawel rzucił do białowłosego chłopca, którego twarz całkowicie zakrywała maska pustego, która wyglądała jak czaszka kruka.
Chłopak chwilę szperał w torbie, aż wreszcie wyciągnął bliżej niezidentyfikowany obiekt, który rzucił niby to od niechcenia na ziemię. Gdy tylko dotknął on podłogi rozjarzył się zielonym blaskiem, a na jego miejscu stanął sporej wielkości przeźroczysty stół, który wyglądał na dość stabilny, aby mógł na nim z łatwością usiąść dorosły słoń. W podobny sposób zmaterializowały się także cztery krzesła pasujące do stołu.
  • Trzy - mruknął pod nosem Sawel, jednak chłopak tego nie dosłyszał i tylko spojrzał pytająco na niego.
  • Na razie to wszystko - odparł różowowłosy i z wyrysowanym uśmieszkiem na twarzy zaczął wykładać jakieś talerze, miseczki i inne dziwne przedmioty na ten stół. Chłopak szybko usunął się z pola widzenia. Odsunął jednym ruchem wózek na bok, a ten wylądował zgrabnie pod ścianą. Wreszcie odsunął jedno z krzeseł i usiadł na nim. Poklepał znacząco krzesło obok i spojrzał na Grimmjowa, który dotąd nie odparł ani słowa.
  • Co to ma być? - powiedział wreszcie spoglądając niepewnie na wystawę znajdującą się na stole.
  • Twój posiłek. Nie mogłem się zdecydować więc wziąłem wszystkiego po trochu - odrzekł radośnie pielęgniarz. Założył nogę na nogę i z zaciekawieniem patrzył na espadę. - No siadaj.
Grimmjow prychnął i z zamachem odsunął krzesło, po czym na nim usiadł.
Wpatrywał się z konsternacją w najbliżej stojący talerz jakiejś mlecznobiałej substancji. Dźgnął ją kilkakrotnie łyżką i skrzywił się.
  • Co to jest?
  • Owsianka! - odparł radośnie Sawel i klasnął w dłonie. - Najlepsze jedzenie pod słońcem!
  • Żartujesz sobie? Mam tą kleistą breję wsadzić sobie do ust? - zrobił zniesmaczoną minę. - Takie coś to możesz sobie wciskać bezzębnym dziadkom, nie mnie.
  • Jak too...? - mruknął tamten i zrobił nieco obrażoną minę. - No dobra, rozumiem... że chcesz coś bardziej MĘSKIEGO! Dlatego też przyniosłem ze sobą syrop wiśniowy. Ma taki fajny ciemnoczerwony kolor, jak KREW i czasami trafiają się nawet wisienki! - nie czekając na pozwolenie wlał do miski owsianki jedną trzecią zawartości słoiczka.
  • No to wsuwaj!
  • Nie.
  • Nie bądź taki. Musisz coś zjeść.
  • Nie.
  • Zjedz to!
  • Nie!
  • Dobra, dobra. Wiedziałem, że będzie trudno... a co powiesz na... - zrzucił miskę ze stołu i Grimmjow już myślał, że roztrzaska się ona o podłogę i wszystko zachlapie tą białą breją, kiedy nagle zniknęła w zielonych płomieniach. - ... pancakesy z syropem klonowym lub daktylowym! - wyciągnął rękę po następny talerz wyładowany sporą ilością placków, które niebezpiecznie chwiały się na boki.
Espada sięgnął dla świętego spokoju po jednego z nich wylał trochę jednego z podsuniętych mu pod rękę przez Sawela syropów i odgryzł połowę placka. Nie żuł go zbyt długo starając się jak najszybciej to przełknąć. Po kilku takich plackach wciskanych mu do ręki czuł się nasycony.
  • Dobra, dosyć - rzekł wreszcie i odtrącił widelec, na którym nadziany był następny złocisty placek ociekający syropem i którego podtykał mu różowowłosy. Sawel wreszcie dał mu tą satysfakcję, a właściwie dał mu spokój z plackami.
  • Naprawdę nie rozumiem czemu to miało służyć - warknął wreszcie Grimmjow i oparł łokieć o podparcie krzesła. - Poza tym, że zjadłem to świństwo...
  • Świństwo, po którym się oblizywałeś!
  • Zaraz oberwiesz - spojrzał na pielęgniarza spode łba, lecz odwrócił wzrok, który spoczął na widoku rozciągającym się za oknami.
  • Nie rozumiem czemu miałeś z tym takie opory. To nie było normalne jedzenie. We wszystkim zawarłem płynne reiatsu i krew pustych. Co nie oznacza, że teraz będziesz mógł o tym rozpowiadać dokoła. Gdyby właściciel dowiedział się o tym... - różowowłosy wzdrygnął się na samą myśl co by się stało. - Zabronione jest używać tego typu wynalazków... Sądzę jednak, że jest to tylko taki drobny wspomagacz. A skoro mam ciebie wyleczyć do końca to zrobię to porządnie. Bez tych posiłków założę się, że zdrowiałbyś trzy razy dłużej, co z pewnością byłoby niezwykle uciążliwe, nie tylko dla mnie...
  • Płynne reiatsu? Chyba nie chcę wiedzieć jak to zdobyłeś...
  • Nie było z tym problemu. To jedna z moich umiejętności. Absorbowanie reiatsu i umieszczanie go do dowolnego pojemnika, którym może być zarówno rzecz martwa jak i żywa.
  • Więc to ty zapieczętowałeś moje reiatsu espady w tym mieczu? - wskazał brodą na świecący przedmiot znajdujący się na końcu pokoju.
  • Po części tak.
  • Po części?
  • Wiesz, trudno było taką ilość zapieczętować w wielu kawałkach miecza. Trzeba było na niego rzucić złożone kidō, tak aby w dodatku samoistnie się regenerował, a takie rzeczy to potrafi tylko wyszkolony shinigami. Albo osoba z mocami shinigami, ale to nie rozmowa na dzisiaj. Wybacz, nie jesteś jedyną osobą do wyżywienia - Sawel gwałtownie wstał od stołu, szybko pozbierał wszystkie naczynia leżące na stole i wcisnął je wszystkie na jedną z półeczek znajdujących się na wózku.
  • Powiedz kto to zrobił! - Grimmjow był wyraźnie wkurzony takim obrotem sprawy.
  • Powiem ci, ale nie teraz jak już mówiłem...
  • Do jasnej cholery! Jeszcze niedawno mówiłeś, że będziesz moim OSOBISTYM pielęgniarzem, czy coś w ten deseń.
  • Cofam to - odparł bez namysłu i zmył się z pokoju pogwizdując coś pod nosem.
  • KIJ CI W DUPĘ! - ryknął jeszcze za nim Grimmjow i rzucił pozostałą szklaną szklaneczką przez pokój, która rozbiła się o ścianę na korytarzu, dokładnie nad głową jasnowłosej postaci.

#Quinto

TROCHĘ PRAWDY NA DESER

 ☀ ☓ ☀ ☓ ☀
Pozostał sam na sam w tym pustym pokoju ze staroświeckimi oknami, które w dodatku wydawały się być nieszczelne i słychać było jak silny wiatr hula na zewnątrz i dziwnie gwiżdże. Jak dla Grimmjowa było zacnie. Wcześniej może i mieszkał w podobnie obszernym pokoju, ale za to nie było tam żadnych okien tylko spore prostokątne wycięcia w ścianach. Tyle, że tam prawie nigdy nie wiało.

Przez moment znowu zaczął bić się z dziwnymi myślami, które przychodziły mu masowo do głowy. Szczególnie, że od momentu kiedy tutaj trafił czuł się zupełnie inną osobą, co było zarazem frustrujące jak i nieznośne zarazem. Może było to na skutek tego, że czuł w sobie tak mało mocy jak nigdy? Bez swojej siły, jakby stracił pewność siebie. Zaczynało go to doprowadzać do szału, A kiedy już wpadał w szał niszczył wszystko co stanie mu na drodze.

Walnął pięścią w ścianę z wrogim krzyknięciem, pozostawiając po sobie widoczne wgniecenie. Być może to trochę pomogło, bo już po chwili wskoczył na łóżko i ułożył się na nim na plecach, podkładając pod głowę ręce. Spoglądał tak w sufit, na którym nadal mieniła się kolorowa sceneria przedstawiająca jakąś bitwę. Wpatrywał się w nią przez bite kilka minut, aż wreszcie stwierdził, że postacie zaczęły się poruszać. Co oczywiście stwierdził ze zdziwieniem, aż wbił się głębiej w materac. Pierwszy raz widział coś tak dziwnego.

Na scenerię nagle wparowała duża grupa pustych, a każdy z nich miał otwartą paszczę i potrząsał gwałtownie głową w niemym ryku. Po chwili puści zostali staranowani przez ziemskie stworzenia. Widoczna została tylko krwawa miazga, tylko kilku z nich biegło dalej z popękanymi, krwawiącymi maskami.

Odwrócił wzrok gdzieś w bok, gdzie okazały mu się duże solidne drzwi. Stamtąd dochodził jakiś podejrzany chrobot, lecz Grimmjow nie miał nawet zamiaru sprawdzać co tam też się znajduje. Nawet, wtedy kiedy rozległ się stamtąd głośny ryk.

Skupiony przez ten moment na tamtych drzwiach nie zauważył, że ktoś przepychał się przez wyważone drzwi do tego pomieszczenia. Cichaczem dwie postacie przemknęły się do środka.
  • Miałaś rację Moli. Masz naprawdę niezłego nosa - szepnęła jedna z nich, stojąc na Grimmjowem. - To ten nowy, którego przyprowadził Kirke. Wyglądał jak trup i jego ciało było w strzępkach.
  • No, aż dziw, że w ogóle żyje. I w dodatku wygląda jak nowy - powiedziała cicho druga postać. - Ale to ty go znalazłaś tutaj. Zresztą lepiej ode mnie orientujesz się w tych wszystkich zakrętach i korytarzach - dodała po chwili namysłu. - I tak w ogóle to nie Kirke go przyprowadził tylko Sawel-sama. Tamten dureń jest zbyt ciamajdowaty, żeby przynieść tutaj espadę - mruknęła Moli.
  • To ma być espada? - syknęła druga postać i zrobiła dziwną minę.
  • Spójrz tam - Moli wskazała na drugi koniec pokoju, gdzie migotały resztki miecza należące do Sexto Espady, które unosiły się gdzieś metr nad ziemią. Trudno by było je dostrzec normalnemu człowiekowi, lecz widocznie ona z łatwością go dostrzegła. - Ta katana z pewnością należy do espady.
  • E tam - mruknęła druga postać i przewróciła oczami.
  • Zresztą to wyczułam ten miecz zamiast jego właściciela - Moli wydawała się widocznie zbita z tropu i spojrzała uważnie na niebieskowłosego. A właściwie to na tył jego głowy. Druga postać uniosła w górę brwi.
  • Ruda - szepnęła Moli do tamtej. - Może jednak sobie stąd pójdziemy... Skoro nie wyczuwam jego reiatsu to możliwe jest, że jest bardzo potężn... - w tym momencie Ruda jej przerwała.
  • Dajże spokój, to nie możliwe, żeby taki wrak... - zaczęła podniesionym głosem, ale w tym momencie otworzyła z przerażenia szerzej oczy i wzdrygnęła się pod wpływem lodowatego spojrzenia Grimmjowa, który już od dłuższego czasu zauważył, że coś jest nie tak. I w dodatku ktoś szeptał za jego plecami, co nie trudno było usłyszeć.
  • Kim jesteście? - rzucił w ich stronę chłodnym tonem.
  • J-j-ja jestem M-moli - powiedziała pierwsza z nich chowając się za plecami Rudej.
  • Ruda - rzuciła druga i wzdrygnęła się po raz drugi.
Espada zmierzył je wrogim spojrzeniem, lecz nie odezwał się tylko zeskoczył z materacu.
  • My tylko... byłyśmy ciekawe - odparła wreszcie Ruda z niemym strachem w głosie, co zresztą było widać po jej spiętej sylwetce. Nie wiedziała kim był ten gość i dlaczego tutaj się znalazł. Jednakże skoro Sawel-sama opiekuje się nim to musi oznaczać, że jednak coś znaczy. Albo, że właściciel tego zamku ma jakieś plany co do niego...
Grimmjow nadal milczał wbijając wzrok w nieznajome.
  • Yyym, chciałyśmy sprawdzić czemu Sawel-sama się tobą tak bardzo interesuje - dodała Moli, która patrzyła spode łba na espadę.
  • Sawel-sama...? - mruknął Grimmjow i uśmiechnął się drwiąco. - Cóż, sam chciałbym wiedzieć. Nie potrzebuję niczyjej opieki, szczególnie tego różowowłosego typka.
  • Nie mów tak o nim! On był kiedyś Primero Espada! W dodatku to jemu zawdzięczamy to, że jeszcze żyjemy...
Grimmjow spojrzał na nie.
Maski pustych zasłaniały trzy czwarte ich twarzy. Ta która nazywała się Moli miała krótkie czarne loczki na głowie i prawdopodobnie żółte oczy. Poza tym była dość krępej budowy i ledwo sięgała mu czubkiem głowy do piersi. Ta druga zaś rzeczywiście miała rude pukle z tyłu związane w gruby sięgający pasa warkocz przeplatany białą wstążką, maska pustego była bardzo popękana, tak samo jak w wypadku Moli.

Poza tym obydwie miały takie same stroje. Czarne długie podkolanówki, ciemnozielone proste sukienki z dużymi kieszeniami z przodu, spore wycięcie pod szyją, lecz pod spodem miały białe bluzki trzy czwarte z bufiastymi ramionami i z kołnierzykiem. Poza tym pod szyją obydwie miały zawiązane wstążki takiego samego koloru co sukienki.
  • Moli, Ruda - powiedział ktoś stojący za nimi, a te odwróciły się gwałtownie.
Do środka wjechał najpierw wózek wyładowany obwicie jakimiś talerzami, sosjerkami, salaterkami, miskami i wazami z nieznaną zawartością. Zaraz za nim, popychający ten wózek wszedł Sawel.

#Quarto

 PIERWSZE ĆWICZENIA

☀ ☓ ☀ ☓ ☀ 

Sawelowi wreszcie udało się zmusić Grimmjowa, aby wrócił grzecznie z powrotem do tego pokoju. Wtedy też przy okazji pchnął go na łóżko, a sam zaczął się rozglądać.
  • Wygląda dość... surowo - odparł wreszcie pielęgniarz i poczochrał z roztargnieniem swoje włosy. Niebieskowłosy jak nigdy siedział cicho, tylko od czasu do czasu rzucając nieprzychylne spojrzenie na nowego niechcianego znajomego. Poza tym dalej się zastanawiał o co chodzi z jego mieczem. Jak to było możliwe, że jego reiatsu zostało zamknięte w tym rozwalonym na kawałki przedmiocie? Z drugiej strony to wyjaśniało to dziwne pole otaczające miecz.
Teraz Sawel spojrzał na Grimmjowa i uśmiechnął się chociaż z lekkim sarkazmem.
  • A nie mówiłem, znowu jesteś sobą - odparł tamten zakładając ręce na piersi.
Faktycznie, jego ciało znowu wyglądało na bardziej ludzkie, pomijając charakterystyczną dla hollowów maskę. A właściwie u Espady widniejącą tylko część maski.
Espada uniósł jedną rękę i próbował posłać bale w stronę okien, lecz z jego dłoni wydobyła się tylko lekka stróżka niebieskiego światła.
  • Cholera - powiedział na to Grimmjow i z powrotem opadł na materac.
  • Jak sam wiesz regeneracja reiatsu jest najdłuższa. A w świecie pustych nie znajdziesz chętnego kto by ci oddał swoje. I trzeba jeszcze dodać, że przez dłuższy czas nie będziesz mógł się stąd ruszać - wyliczał różowowłosy uśmiechając się kpiąco.
  • Ostatni raz zapytam - odparł wreszcie Grimm z irytacją w głosie. - Jak się tutaj znalazłem? I kto mnie stamtąd zabrał? Nie wierzę, że to jest piekło...
  • Chyba już ci wytłumaczyłem co to za miejsce. Znajduje się ono za Wielkim Kanionem Śmierci do którego mają dostęp tylko wyrzutki, a także ci którzy pragną zemsty na zamieszkujących Las Noches - pielęgniarz westchnął i zaczął przechadzać się po pokoju, jakby oceniał go.
  • Czyli jednak przeżyłem - mruknął espada i wbił wzrok w horyzont.
  • Nie określiłbym tak tego... - odparł tamten przyklejając wzrok do szyby i gładząc ją. - Niesamowite - mruczał co jakiś czas, jakby właśnie odkrywał coś niesamowitego. - Jednak nie zmienia to faktu, że żyjesz, ale tylko i wyłącznie dzięki mnie - uniósł palec w górę, po czym skierował go w niebieskowłosego.
  • Co? Ty mnie uratowałeś?
  • Przytaszczyłem cię do zamku. A sprawą uratowania zajęły się osoby postronne - burknął tamten i przylizał włosy opadające mu na czoło.
  • Nie prosiłem się o uratowanie - prychnął.
  • Nie mnie było o tym decydować. Jeszcze nie doszliśmy do tego kto tym zamkiem rządzi. Poza tym nie jestem na tyle potężny, aby leczyć czyjeś rany. Szczególnie takie, jakie ty miałeś. Ścięgna twojej lewej ręki ledwo wisiały na kilku włóknach. Musiałem je czymś przymocować... I... no cóż... - mruknął tamten lekko skołowany ostatnim wyzwaniem.
  • Co? Co takiego zrobiłeś?! Gadaj!
  • Och nic wielkiego - odchrząknął i spojrzał gdzieś w bok. - Miałem dostarczyć cię całego do zamku. Więc użyłem cero, aby twoje ramię przytwierdzić do reszty.
Grimmjow zmrużył oczy i spojrzał na swoje ramię. Faktycznie, było jakby lekko przywędzone, ale działało sprawnie. Więc w czym kłopot?
Dopiero w tej chwili coś mu zaskoczyło. Cero...
  • Eeem, no dobra, robi się nieciekawie. Zobaczymy jeszcze co z tego wyniknie, kiedy całkowicie wyzdrowiejesz.
  • Co masz na myśli?
  • Nic wielkiego, em, przejdźmy do rzeczy - pielęgniarz odruchowo cofnął się w tył, ale szybko zmienił tryb i znowu zaczął przechadzać się po pokoju.
Tylko i wyłącznie przez to, że Grimmjow czuł się dość słabo nie poczęstował tego gościa cero, albo choćby balą. Tamten też nie wydawał się zbyt potężny.
  • Twoim pierwszym ćwiczeniem będzie... pewnie jesteś głodny?
  • Hę? - Grimm uniósł w górę brew sądząc, że się przesłyszał.
  • Nie czujesz głodu, ani nic?
  • Co masz na myśli...? - pierwsze słyszał coś o głodzie. Niby czemu miałby być... głodny? Odpowiedzią było nagłe burczenie wydobywające się z jego żołądka, jakby jego organizm na samo słowo "głód" zgłodniał.
  • Nie znam pojęcia głód. Poza tym, że czuję dziwną pustkę w środku - mruknął ten i złapał się jedną ręką za brzuch.
  • Nie dziwię się. Jak dotąd żywiłeś się tylko i wyłącznie pustymi i ich reiatsu. Nie miałeś potrzeby spożywać nic innego. Ale to właśnie jest głód - powiedział pielęgniarz i wskazał ręką na brzuch Grimmjowa. - Kiedy czuje się taką dziwną pustkę w środku. Zaczekaj chwilę, przyniosę coś do jedzenia.
Pozostawił za sobą zdziwionego i zażenowanego jednocześnie sexto espadę, który nagle poczuł się jak jakiś kosmita. Co się z nim dzieje? Czy on przemienia się w zwykłego człowieka? Nie dość, że stracił moc to jeszcze zaczął odczuwać coś tak dziwnego, jak głód?

#Tres

NOWA TWARZ - RÓŻOWOWŁOSY

☀ ☓ ☀ ☓ ☀ 

A teraz przenieśmy się o jakieś kilkanaście kilometrów dalej do innego równie malowniczego miejsca, jakim w tym wypadku było...
  • Bagno?! Co tutaj do jasnej cholery robi bagno? Bagno w TAKIM miejscu?! Czy mi zawsze musi się przytrafić coś takiego? - wywrzaskiwał czyjś ostry głos jedne i te same głupie pytania dotyczące bagna.
  • Przestań się guzdrać Cielo i pomóż mi z tym szajsem - warknął jego towarzysz, który stał jakieś pięć metrów od niego. Ten zaś wcale nie zatapiał się w śmierdzącym bagnie, tylko unosił się wręcz ponad nim. Miał rudopomarańczowe włosy, a na jego twarzy widniał czarny tatuaż.
Spojrzał się za siebie i ze znużeniem obserwował poczynania chłopaka. Widocznie tamtemu nie szło i tylko głębiej zatapiał się w kleistej masie.
  • Najpierw pomóż mi się stąd wydostać Vargis, a nie - odparł tamten i z głośnym mlaśnięciem wydostał jedną nogę na powierzchnię.
  • Nie ważne, sam to dostarczę - rudowłosy odwrócił się plecami do kompana i ruszył żwawym krokiem przed siebie, pozostawiając za sobą wywrzaskującego jakieś przekleństwa chłopaka. - I znowu wszystko muszę robić sam... - pokręcił głową i zaczął wlec za sobą sporej wielkości wór z niezidentyfikowaną zawartością.

W każdym bądź razie powracając do zszokowanego niebieskowłosego Espady, który dalej stał i wlepiał wzrok w swoje odbicie. Z trudnością przyjął do świadomości to co widział. Jednak kiedy tylko spojrzał na swoje dłonie wszystko się wyjaśniło.
Powrócił do swojej postaci Adjuchasa. W odbiciu lustra widniała pantera.
  • Co jest...?! - powiedział wypranym z emocji głosem, który jednak był nieco wyższy niż zazwyczaj.
  • Co? To jest pokój luster, nic wielkiego - odparła osoba stojąca naprzeciw. Ta zaś wlepiała wzrok w Grimmjowa i uśmiechała się do niego głupio.
  • Nie mówię o tym... mówię o tym - wskazał z roztargnieniem na siebie.
  • No cóż, wyglądasz trochę inaczej, niż wtedy, kiedy do nas trafiłeś - odparła zdawkowo tamta osoba.
  • Och przestań pierdolić tylko powiedz co się tutaj dzieje!
  • Dobra, dobra, nie bulwersuj się tak na wejściu. Nawet nie zdążyliśmy się sobie przedstawić przez ten niefortunny pokój - po tych słowach różowowłosa postać zamknęła z trzaskiem drzwi prowadzące do powyższego pokoju, otrzepała swój śnieżnobiały fartuch, który wyglądał, jakby był świeżo wyprany w Perwollu i spojrzała zdawkowo na Grimmjowa - który prawdę mówiąc wyglądał na ciut wkurzonego. Phew, żadna nowość.
  • A teraz ogarnij się trochę, a ja postaram się odpowiedzieć na twoje pytania.
Grimmjow wyglądał przez moment, jakby miał ochotę się rzucić komuś do gardła. Zacisnął jednak zęby i mruknął coś w odpowiedzi.
  • To najpierw powiedz mi jeśli łaska co ja tutaj robię? - odparł wreszcie ze skwaszoną miną Espada.
  • Stoisz na jednym ze stuczterdziestuośmiu korytarzy znajdującym się na siódmym piętrze w zamku Zaległych należącym do... - zaczął recytować z pamięci posiadacz różowych włosów, lecz Grimmjow mu przerwał.
  • Nie obchodzi mnie gdzie jestem tylko co ja tutaj robię! Jeśli dobrze pamiętam powinienem odejść już z tego zasranego świata! - krzyknął z furią i walnął pięścią w ścianę, aż tynk z sufitu się posypał.
  • No tak. Mogę powiedzieć tyle, że od dzisiaj zaczniesz nowe życie. I tak cudem jest to, że nie usunięto ci pamięci, co dla mnie jest małym kłopotem. Jednak nic nie mogę na to poradzić. Od dzisiaj także zaczniesz swoją em jakby to nazwać odpowiednio... rehabilitację. Jak widzisz twoja forma adjuchasa powróciła, jednakże nie martw się, ponieważ jest to tylko chwilowe. Za niedługo powinna dojść przesyłka... - ostatnie zdanie zostało prędzej wymruczane do samego siebie, lecz Grimmjow nie zważał na to. Zaczął zaś analizować to co przed momentem usłyszał. Zacząć nowe życie? Czyli jednak musiał umrzeć, nie ma innego wyboru. Jego jeszcze tylko to przeważył. Jak dla mnie bomba... Później się wymyśli jak zamordować Ichigo, hehe.
  • I przechodząc do rzeczy, na imię mi Sawel i od tego momentu jestem twoim osobistym pielęgniarzem.
  • Piele... czym?!
  • Pielęgniarzem. Czyli, że będę się tobą opiekował dopóki w pełni nie wydobrzejesz, a wtedy zajmę się twoim treningiem.
  • Ze mną jest wszystko w porządku - warknął. Oczywiście pomijając fakt, że wyglądam jak zwyczajny hollow... Daleko mi do Espady. - I nie potrzebuję niczyjej opieki, a tym bardziej treningu.
  • Obawiam się jednak, że tak. I zakładam, że za kilka godzin znowu stracisz przytomność. Szczególnie, jeśli będziesz się zbytnio oddalał od tego pokoju.
  • A co ten pokój ma do tego?
  • Przecież tam jest twój miecz.
  • Nie wydaje mi się, abym był w stanie teraz go używać - syknął nieprzyjemnym głosem.
  • Nie o to chodzi. Twój miecz zawiera twoje reiatsu espady. Kiedy się od niego oddalasz, czyli wyjdziesz z pokoju nagle powracasz do formy adjuchasa. Założę się, że jakbyś zszedł kilka pięter niżej wyglądałbyś jak hollow. Dopóki twój miecz jest w stanie regeneracji nie powinieneś się zbytnio od niego oddalać. Mógłbyś wtedy postradać zmysły, czy coś... - mruknął Sawel i przylizał swoje różowe włosy.
Grimmjow po raz pierwszy w życiu wytrzeszczył oczy. Świetnie, co za bzdury on... Aaargh. Właściwie to znowu zaczęła boleć mnie głowa i trochę kręci mi się w głowie. Oparł się o ścianę i odetchnął głęboko próbując sobie to wszystko poukładać.
  • Tak jak myślałem - odparł pielęgniarz i pchnął Grimmjowa w stronę pokoju, w którym się obudził.

#Segundo

POKÓJ LUSTER

☀ ☓ ☀ ☓ ☀ 

Przebudził się nagle, jakby miał zły sen, lecz nie otwierał oczu i dalej leżał nieruchomo. Zaczął nasłuchiwać z lekkim zaniepokojeniem. Szczególnie, że dokoła panowała bezdenna cisza.
Trwała jednak ona krótko, bo gdzieś w oddali rozległ się huk, który potoczył się echem, jakby to była jakaś wielka jaskinia lub pomieszczenie. Przebiegły mu automatycznie ciarki po grzbiecie.

Nie widział sensu, aby dłużej tak leżeć bezczynnie, więc zdecydował się na jakiś ruch.
Otworzył oczy i nie zwlekając podciągnął się na łokciach do pozycji siedzącej. Dopiero wtedy poczuł okropny pulsujący ból w czaszce, jakby ktoś walił w nią młotem pneumatycznym. W dodatku odczuwał boleśnie każdy głośniejszy szmer.

Nadal czuł się skołowany i nieco wstrząśnięty po ostatnim wydarzeniu. Ktoś z pewnością grzmotnął w niego cero, lecz jakimś cudem to przeżył. I w dodatku, gdyby nie ten piekielny ból w czerepie to czułby się fantastycznie.
Przypomniał sobie 'pośmiertną' podróż i tą bezdenność, która go wtedy otaczała. Czuł pustkę, jakby utracił coś ważnego.

Dopiero wtedy doszedł do wniosku, że to wszystko nie ma sensu. Seryjnie. Jak może mieć sens coś, czego w ogóle nie powinno już być? Przecież umarł. Odszedł z tego świata. W ogóle powinien już gryźć ziemię. Przez to wszystko tylko jeszcze bardziej rozbolała go głowa.

No i to cero... wciąż czuł nieprzyjemny ucisk na szyi od tego czasu. To było tak, jakby ktoś mu to cero wstrzyknął do tętnicy. Jakby nadal krążyło, gdzieś w jego żyłach. Jakby dzięki temu... poczuł się lepiej? Nieeee, to wszystko jest zbyt pokręcone, jak na jego bolącą głowę.
Po wielu nieudanych i chwiejnych próbach wreszcie udało mu się wstać, jednak i tak był zmuszony podeprzeć się ściany. Rozejrzał się powoli, aby nie rozbudzić bardziej łomotania w czaszce.

Znajdował się pośrodku jakiegoś dużego pomieszczenia z białymi ścianami po jednej stronie i wielkimi od sufitu do podłogi oknami po drugiej. W dodatku sufit był strasznie wysoki, co potęgowało tylko rozmiary tego pokoju. Na suficie widniały fikuśne olejne, czy tym podobne freski a także dokładne płaskorzeźby. W większości przedstawiały one jakieś skrzydlate stworzenia ludzko podobne. Kiedy by się bliżej przyjrzeć można by dostrzec, że przedstawiono na nim moment walki pomiędzy stworzeniami o bladej cerze z czarnymi skórzastymi skrzydłami z arsenałem czerwonookich bestii, a stworzeniami o różowej skórze z gołębimi skrzydłami ramię w ramię z ziemskimi zwierzętami o gniewnych oczach.

Poza tym pokój był zupełnie pusty, jakby nie liczyć wielkiego, przynajmniej czteroosobowego materacu znajdującego się pośrodku pokoju, z którego przed chwilą dźwignął się Grimmjow. Sprawiał on wrażenie, jakby tutaj zupełnie nie pasował.
I było jeszcze coś dziwnego w tym pokoju.

Wzrok byłego Espady przykuł jakiś dziwny błysk dochodzący z drugiego końca pokoju. Przyjrzał się temu zjawisku dokładniej, lecz odległość jednak była zbyt duża by dostrzec jego źródło.
Nawet nie zaciskał zębów z bólu wiedząc, że to tylko pogorszy jego sytuację. Powoli zaczął się tam zbliżać powłócząc nogami po idealnie wypastowanej i lśniącej drewnianej podłodze. Migoczący blask z chwilą stawał się coraz wyraźniejszy.

Wreszcie, kiedy zbliżył się wystarczająco, aby dostrzec, że są to kawałki jakiegoś metalu. A także rękojeść miecza
Jego miecza.
Zmrużył oczy i wyciągnął rękę, aby ją chwycić w dłoń, lecz skutek był porażający. Dosłownie. Odrzuciło go do tyłu, a po jego ciele rozszedł się nieprzyjemny dreszcz, który szczególnie promieniował teraz w jego ramieniu. Wisiało ono teraz bezwładne u jego boku.

Ten niebieski obłoczek, którym były otoczone szczątki jego miecza musiały być widocznie jakimś dziwnym rodzajem Kidō stosowanym zwykle przez Shinigami.
Jedynym dobrym skutkiem tego było to, że przestała boleć go głowa, co było cudownym uczuciem.
Następny dziki huk rozległ się gdzieś w oddali.

Wzrok Grimmjowa powędrował w kierunku wielkich drewnianych drzwi, które wyglądały na nowo wstawione w ramy. Podszedł do nich i jednym kopnięciem wyważył je z zawiasów, które z grzmotem opadły na ziemię. Ledwo zdążył ukazać się jego oczom obszerny korytarz, kiedy w tym samym momencie ktoś stanął w drzwiach znajdujących się naprzeciw.
  • Kootuś - odparł ten ktoś ze złośliwym uśmiechem i cofnął się w bok, aby ukazać pokój, w którym gdzie tylko nie spojrzeć znajdowały się same lustra. Ledwo tylko ujrzał swoje odbicie w nich, kiedy zszokowany krzyknął.

#Primero

SPADANIE

☀ ☓ ☀ ☓ ☀ 

Zapadła ciemność. Przestał cokolwiek odczuwać, poza tym, że wciąż doskwierało mu rosnące uczucie odrętwienia. Co chwila tracił i odzyskiwał świadomość i miał wrażenie, jakby unosił się gdzieś w przestworzach. Czasami przed oczami błyskały mu jakieś prześwity jasnego światła. Albo zapadała ciemność, od których miał mdłości. Miał dosyć tego świata, chciał po prostu już odejść i mieć wszystko i wszystkich gdzieś. Co kogo to obchodzi.

Chciałby zapaść już w niepamięć o wszystkim, zapaść w odrętwienie. To wcale nie było takie złe. Nie wiedział czemu to tak długo trwało.
Ta podróż doprowadzała go z czasem do szaleństwa. Podróż? Tylko, że dokąd? Czy ona w ogóle miała jakiś koniec?

Stracił już czucie w członkach, zmysły miał totalnie ogłupiałe. Z pewnością nie potrafiłby odróżnić nieba od ziemi. Zresztą, to było mu całkowicie obojętne. W jego stanie tylko ta podróż przynosiła ukojenie. Podróż donikąd. Tak to odczuwał. A może chciał, aby tak było. To wystarczyło, aby nie postradać zmysłów.
Znowu zemdlał.

Po kilku godzinach, a może to minęło kilka dni, jak nie tygodni? To trwało wieczność. Miał wrażenie jakby wciąż spadał. Jak upadły anioł, o których słyszał z ludzkich opowieści. Tak właśnie. Po tym czasie doszedł do wniosku, że sam przypomina takowego upadłego anioła.

Jakby to określić - minęło już tak wiele czasu. Może to tak naprawdę jest jakimś dziwnym snem? Po prostu nie ogarniam tego, to jest zbyt dziwne. Szczególnie ten brak czucia w członkach. Kiedyś mogłoby być to cholernie pomocne, ale teraz... co on by dał, aby coś poczuć. Powinienem już dawno umrzeć! Dajcie mi spokój z tą cholerną podróżą, na co mi ona... i tak nie prowadzi donikąd. Arrancarzy trafiają do Piekła. Czy ja właśnie tam trafię? Może to jest moja kara, wieczne potępienie. Phew, też mi coś!

Przejrzyste jak nigdy myśli znowu zaszła mgła, a sen go zmorzył na dłuższy czas jego niewiedzy. Ktoś przymknął ze zmęczenia oczy i odetchnął z ulgą widząc stan byłego Sexto Espady.

Zaczynam odczuwać wrażenie, że coś tutaj jest nie tak. Jestem totalnie otępiały, ale jakby... czuję się o niebo lepiej niż wieki temu. To znaczy zanim rozpoczęła się moja podróż. Ale pomimo tego, wciąż nie mam siły nawet unieść powiek. Doszedłem do wniosku, że nie podróżuję sam. Jakby takie wewnętrzne uczucie, instynkt podpowiada mi, że ktoś czuwa niedaleko mnie. Czuwa, albo śledzi. Sam nie wiem.

Kolejne długie godziny mijały tak na przemyśleniach rannego, ledwo żywego Grimmjowa. Coraz bardziej miał tego dość i wydawać by się mogło, że zirytowanie bierze górę nad jego stanem zdrowia. Co wyraźnie widać, bo jego rany mają się coraz lepiej. Może to taka niebiańska łaska, kto wie?

Co jest? Tak jakby coś się zmieniło. Przestało tak straszliwie wiać, a pęd wiatru już nie zagłusza mi odgłosów świata. Chociaż teraz przyznam, że wolałem tamten gwizd, niż ten nacisk ciszy teraz panującej. Co się stało? Mimo tego czuję na sobie czyjś wzrok, słyszę czyjś ciężki oddech. Czy to teraz skończę? Pochłonięty przez jakąś bestię? Doprawdy...
  •  Oy! - zawołał czyjś cichy głos, lecz dla uszu Grimmjowa było to jak krzyk. Przerażające wrażenie. On chciał już po prostu zasnąć, znowu oddać się bezładności.
Wzdrygnął się nagle, po tym, jak ktoś wymierzył mu siarczysty cios w policzek. Aż otworzył oczy, lecz prawie natychmiast je zamknął od nadmiernej dawki światła.
  •  Głupi kocie, obudź się wreszcie - powiedział ktoś zdenerwowanym głosem, lecz zabrzmiało w nim zmęczenie i desperacja. Grimmjow mruknął coś niewyraźnego w odpowiedzi, a właściwie próbował to uczynić, lecz wyszedł z tego tylko żałosny jęk.
Prychnięcie.
  •  No dobra, sam tego chciałeś - gorący oddech pojawił się nagle na jego szyi i jakby w myślach usłyszał jedno słowo.
  • Cero.
Potem piekielny ból przeszedł mu przez szyję, kiedy tamta istota zatopiła w jego tętnicy zęby. Po jego ciele rozeszła się fala gorąca, która wlewała się do jego wnętrza jak płynny ogień, lecz trwało to krótko. Po tym jego ciało zastygło w bezruchu.
Stracił przytomność.

#Prologium

POCZĄTEK, W KTÓRYM GRIMMJOW POCHŁANIANY PRZEZ MROK ZOSTANIE POCHŁONIĘTY PRZEZ COŚ GORSZEGO

☀ ☓ ☀ ☓ ☀   

Leżał samotnie wśród tumanu kurzu, który wznosił się ponad Las Noches. Leżał tam pokonany, obrany z honoru, pozbawiony jakiejkolwiek dumy. Czekał tylko na nieuniknione, choć wciąż tliła się w nim nadzieja, wola życia i wściekłość, która dodawała mu chociaż cząstkę sił.

Czy to już koniec? To naprawdę tak ma wyglądać? Do dupy z tym wszystkim.
Byłem blisko, naprawdę. Pierwszy raz w życiu tak cholernie miałem ochotę kogoś zabić. Taa, to przez ten jego wyraz twarzy. Jakby myślał już od początku, że może wygrać. Chrzanić ich wszystkich. Co on powiedział? Że jaki jest sens bycia królem dla samego siebie...? Dla samego.... siebie....?
Agh, coraz trudniej jest mi oddychać. Koniec jest bliski, czuję to. Nie może być! Pieprzony Nnoitora! Jakby tylko... zamordowałbym go po stokroć, niech się smaży przeklęty! To nie może być koniec, nie może.

Kurasaki... Ichigo... czemu ten dureń mnie obronił w ostatnim momencie? Dla...czego? Ah... Jestem taki słaby, że nawet nie mam siły otworzyć oczu, hah, nawet ledwo mam siłę oddychać. Zapomnieli o mnie. HAHAHAHA! Cudownie, po prostu.... cudownie.

Zdążył mnie już pokryć kurz walki, to wszystko dzieje się tak szybko. Ledwo to odbieram. Ichigo... on przegrał? Nieee, nie może być.... to ja go miałem... po...ko...nać... Cholera, ale jestem śpiący, ale nie, nie... mogę zasnąć, jeszcze nie skończyłem, jeszcze muszę... KURWA, NIE!
Umrzeć w taki sposób? Nie wyobrażałem tak sobie tego. Jeez, nawet nie myślałem o tym, że miałbym zginąć. Oczywiście, kiedyś to miało się stać, ale teraz... To już powoli przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Może się jednak chwilę prześpię... A potem wszystko dokończę. Później. Taaa, to dobry... pomysł.

Ciało zastygło w bezruchu. Nie, on już od dłuższego czasu leżał tak i rozmyślał nad swoim marnym losem. Powolna śmierć... Ichigo zgotował mu niezły koniec. Dureń. Chce obronić wszystkich, ha? Przecież to jego wróg. I będzie nim do końca.

Przed chwilą walczyli o śmierć i życie. Sam się nawet przyznał, że przybył tu, aby go zabić. Jednak przejrzał go. Niewiele się różni od reszty arrancarów. Szczególnie w tej masce jest jak jeden z nich. To chyba coś znaczy, nie?

Powoli i umysł zaczął opadać z sił, mimo iż wola przetrwania przeważała nad rozsądkiem. I szczególnie wściekłość i furia, która go ogarnęła. Czuł się jak śmieć. Pierwszy raz pragnął być komuś potrzebny... Ichigo - czy jego siła nie bierze się z tego, że chce wszystkich chronić? Ochronić przyjaciół? Pieprzeni nakama. A czym oni właściwie są? Zbędny ciężar tylko, nic więcej! Siła bierze się z samego źródła. To instynkt. Więc jak...?

Ostatnią myśl pochłonęła mgła, mlecznobiała nieświadomość, błogi sen. Okrył go całkowicie i pochłonął w swych czeluściach.
Nie był on jednak sam. Ostatnie chwile nie spędzał samotnie nad myślami, że kończy w taki sposób. Czyjaś sylwetka kryła się nieopodal niezauważona, doskonale ukryta. Jej błyszczące oczy obserwowały uważnie ostatnie tchnienie Grimmjowa. Lecz zanim ten rozsypał się w pył, zanim jego dusza rozpadła się na zawsze, zwinne stworzenie zniknęło z horyzontu i pojawiło się nagle przy ciele Sexto Espady.

Grimmjow Final Fight

Clashing blades in midair, they bring the fight down to solid ground, where the force of their attacks tears up the ground around them. Grimmjow, leaping back to avoid one of Ichigo's attacks, charges a Cero in his free hand. Intending to approach the attack head on, Ichigo prepares to fire a Getsuga Tenshō, but as he calls out the attack's name, Grimmjow throws his Zanpakutō, leaving his other hand free to attack him with another Cero.[2] As the force of their two attacks creates a large explosion, separating the two combatants, Grimmjow, laughing, professes his excitement over the chance to finally crush Ichigo. When he asks if he feels the same way, Ichigo denies it, but Grimmjow, accusing him of lying, reminds him of how he hurt his friends.[3] Telling Ichigo he will teach him why he kept his scar, he declares he will finally kill him to prove he is superior.
GrimmjowVsIchigoCeroVsGetsugaIchigo's Getsuga Tenshō vs. Grimmjow's Cero.

Grimmjow retrieves his Zanpakutō, which he had previously thrown into the pillar he was initially standing on.[4] Leaping on top of the pillar, he criticizes Ichigo for having no killing intent. Using Sonído to flank Ichigo, he attempts to hit him, but Ichigo dodges him, leading to another series of blade clashes. As their blades are crossed, Grimmjow asks Ichigo what his reason for coming to Hueco Mundo was. When Ichigo states he did it to save Orihime, Grimmjow, pointing out how he could have taken her back the moment he saw her, accuses Ichigo of relaxing when he saw Orihime uninjured and being ignorant of how she must feel on the inside. Believing Grimmjow is implying he hurt her somehow, Ichigo angrily demands he tell him what he did to her.[5] Liking the way his words are provoking him, Grimmjow declares that Ichigo came to Hueco Mundo not to save Orihime, but to fight Hollows out of his instincts as a Shinigami.[6] Ichigo and Grimmjow once again clash blades multiple times in midair, culminating in Grimmjow firing a Cero. Though Ichigo disperses the attack with Getsuga Tenshō, part of the beam pushes through, which he narrowly dodges.[7]
Przeczytałeś? Skomentuj!
Liczę na konstruktywne komentarze, nie typu "fajne" "nie fajne" "nudne" "ciekawe" — co ci się podobało? co przykuło twoją uwagę? czy płynnie się czytało? czy jakieś błędy kuły w oczy? za krótkie, czy za długie? za dużo opisów, za mało wypowiedzi? lubisz zagadki? czujesz niedosyt..?

Don't forget my name shinigami, and you better pray that you never hear it again! Grimmjow Jaegerjaquez...because the next time you hear my name, you'll be a dead man...I promise.

(╯'□')╯︵ ┻━┻