Pokazywanie postów oznaczonych etykietą HISTORIA POBOCZNA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą HISTORIA POBOCZNA. Pokaż wszystkie posty

#Octavo

COŚ

 ☀ ☓ ☀ ☓ ☀
Szum wody zawsze uspakajał jej zmysły. Szczególnie w ciągu tych nerwowych dni. Nie zdarzały się one często i występowały tylko wtedy, kiedy na ich piętro trafiał jakiś nowy. Szczerze tego nie znosiła. Może ze względu na to, że z natury była samotniczką, a tam robił się coraz większy tłok. Irytujące były też te wszystkie hałasy. Najlepszym sposobem było zamknięcie się na trzy spusty w swoim własnym pokoju.
  • Ledwo się powstrzymała, aby mu nie przywalić - mruczała pod nosem Ruda i spoglądała na kaskadę wody, która wypływała z jej pokoju i spadała z głośnym szumem w dół, kilka pięter w dół , aby w końcu rozbić się o taflę turkusowego jeziora.
Wprawdzie na początku przerażał ją ten pokój i dziwne efekty specjalne, które od razu jej zaserwowali. Przecież nie często spotyka się budynki, w których jeden z pokoi służy jako początek wodospadu wypływającego z łazienki. W dodatku łazienka była zupełnie oderwana od tego świata. Przypominała bardziej gorące źródła niż łazienkę.

Jej wzrok powędrował w dół ta turkusową wodę, która w pewnym momencie zabarwiła się na karmazynowy kolor. To się zdarzało i to równie często, jak popijanie popołudniowej herbatki co dzień. Kiedy przybywał kolejny pusty robiło się straszne zamieszanie, a najgorsze były przerwy i spięcia z głównego filaru, który stabilizował reiatsu pustych. Niby nic wielkiego, ale wtedy ci bezmózgi puści zaczynali walczyć ze sobą, a jeśli nikt ich nie powstrzymał to zawsze kończyło się to śmiercią jednego z nich.


A przechodząc do głównego tematu jej irytacji, to ona musiała po nich sprzątać. Do tego wliczała się naprawa uszkodzonych elementów konstrukcji, malowanie ścian, sprzątanie, odkurzanie i takie tam pomyj, pozamiataj. To strasznie poniżało jej godność. Gorszące było też to, że innym takich jak ona to nie przeszkadzało. Zawsze pieprzyli to samo, że lepsze to, niż bycie w ciągłym strachu przed tym, że znowu cofniesz się w rozwoju i stracisz wszystko, co dotąd osiągnąłeś.

  • Debile, kompletni bezmózgowcy...
Usiadła na skraju podłogi i machała przez chwilę nogami. Odchyliła głowę w tył, a jej myśli przeniosły się na inne tory. Kiedyś też była nikim. Nikim szczególnym. Wolała trzymać się silniejszych, lecz w zamian za ochronę musiała być im posłuszna. Każdy to kiedyś przeszedł, ale ona z natury była uparta i dumna. Może dlatego tak skończyła, kto wie.
Przecież w każdej chwili może stąd odejść, więc po co tak marudzi? Mają rację, nie powinna tak do tego podchodzić. Powinna wyluzować, jak reszta i po prostu robić to co do niej należy. Taka kolej rzeczy. Naturalna sprawa.

  • Rudaaa!
Gwałtowna reakcja jej ciała prawie doprowadziła do tego, że o mały włos, a by nie spadła w tą przepaść. Zaklęła pod nosem i doprowadziła się do porządku. To pewnie Moli już wróciła. Dzisiaj też zgodziła się odwalić za nią robotę. Cholera, jak ona jej zazdrości.
  • No Ruda otwórz drzwi!
  • Już, zaraz – odkrzyknęła i wybiegła z pokoju, który łączył się z krótkim korytarzem. Otworzyła zamaszyście drzwi. Moli o mało co nie wpadła do środka. Była widocznie zadowolona. Ciekawe czy to z efektów jej pracy, czy co...
Trzymała coś w dłoniach, ale trudno było dostrzec, bo zakrywała to szczelnie palcami. Obeszła Rudą i z podejrzanym uśmieszkiem i z błyskiem w oku dała jej znać, aby poszła za nią. Ta wzruszyła tylko ramionami i ruszyła za przyjaciółką.
  • Zdobyłam coś ekstra! - pisnęła tamta i aż zatrzęsła się z emocji.
  • Co takiego? - odparła Ruda z minimalnym zainteresowaniem.
  • No okaż choć trochę, że cię to interesuje – mruknęła tamta, lecz nie czekała na dalszą reakcję i po prostu upuściła coś z rąk.
Jakiś różowy kłębek potoczył się po ziemi. Przez chwilę nic się nie działo, lecz po chwili różowe „coś” poruszyło się i stanęło na cztery kończyny. Zaczęło rosnąć w oczach, aż wreszcie było wielkości świnki morskiej. Faktycznie, nawet wyglądało to jak świnka, albo nawet chomik, tyle tylko, że jak to w tym świecie jest zamiast pyska miało maskę pustego.
  • Co to do cholery jest?
  • Słodziutkie nieeeee? - zaszczebiotała Moli zupełnie nie przejmując się chłodnym tonem drugiej i zgarnęła uciekającego już różowego zwierzaka, który zaczął się wyrywać z jej objęć. Wybałuszył swoje małe czarne oczka, które rozbiegane były we wszystkie strony. Bo tak w prawdzie miał ich sześć par.
  • Co-to-jest? - ponowiła pytanie Ruda akcentując każdą sylabę, jakby mówiła do upośledzonego umysłowo dziecka.
  • Dodziuuuu – Moli zaczęła smyrać różowego zwierzaka po płaskim łebku.
  • Dodziu...?
  • To jego imię – rzekła z powagą tamta.
  • Rozumiem.... musiałaś porządnie uderzyć się w głowę – skwitowała tamta poważnym tonem i pokiwała głową.
  • Nie, nie, nie. To jest Dodziu, szpiegujący chomik. Może i wygląda nieporadnie, ale dzięki niemu dowiemy się wszystkiego co się dzieje na innych piętrach. I... psssst – dokończyła szeptem i zbliżyła swoją twarz do ucha Rudej.    - Dzięki niemu można też podglądać, co inni robią – zachichotała i spojrzała triumfalnie na siedzącą obok rudowłosą.
Kolejne milczenie zapadło z jej strony. W prawdzie może i było to dość szalone i głupie i w ogóle... kto to do cholery wymyśla?! Ale może być przydatne... chyba.
  • Dobra, poddaję się. Miałam zamiar go wysłać do świata shinigami, aby trochę tam poszpiegować, bo słyszałam, że dzieją się tam ciekawe rzeczy. Wiesz, cała ta akcja z Aizenem i Hougyaku, czy jak to się tam nazywało.
  • ŻE CO?! - Ruda nie potrafiła już dłużej powstrzymać swojego nieskończonego zdziwienia, co do zwariowanych pomysłów Moli.
  • To co słyszałaś kochana!
  • Ale... to jest....
  • Zajebiste? - podsunęła pomysł czarnowłosa.
  • Nie... po prostu, nie uważam, aby to się udało. Od razu by poznali, że to jest pusty. Niby jak masz zamiar go tam wprowadzić bez ściągania na niego szalonych shinigami?
  • To proste, spójrz tylko – po tych słowach Moli sięgnęła do maski różowego i jednym ruchem zerwała ją. W tym samym momencie Moli krzyknęła i odwróciła wzrok z obrzydzeniem.
  • Co się krzywisz? Spójrz – odparła tamta i położyła różową kulkę na kolanach Rudej. Tamta wzdrygnęła się, ale wreszcie spojrzała. Zwierzak wydawał się być lekko zdezorientowany, ale poza tym wydawało się, że nic mu nie jest. Nawet po zdjęciu maski pustego.
  • Jesteś okrutna... - powiedziała wreszcie, ale niezbyt szczerze. Po prostu pierwszy raz widziała coś takiego, ale spodziewała się gorszego widoku.
  • Ta maska to tylko dla złudzenia była. Ograniczenie jego mocy, coś w ten deseń.
  • Nie coś w ten deseń tylko tak było – głos ten wydawał się wydobywać z różowego zwierzaka. Ruda odrzuciła go od siebie i spojrzała z lekkim przestrachem na niego.
  • A to co do cholery ma być?!
  • Pierwszy raz gadającego chomika widzisz? To proste. Ta maska pustego była moim ogranicznikiem. Jak dotąd żyłem sobie w niewiedzy jako zwierzak Sawela. Niedawno skończył prowadzić badania na takich jak ja, ale stwierdził, że to niewypał i zafundował nam takie maski. Ten trep potem zapomniał o nas i zostawił nas samym sobie...
  • WTF?!
  • Ale ekstraaa! - rozemocjonowała się Moli i na czworaka zbliżyła się do chomika. - A potrafisz coś?
  • Przecież mówiłaś, że to chomik szpiegujący!
  • Bo tak tam było napisane, na nalepce, która była przyczepiona do jego maski – wskazała ręką na maskę leżącą obok. Ruda sięgnęła po nią i obejrzała ze wszystkich stron. Dopiero po chwili odnalazła miniaturową nalepkę. 
EKSP NR #66fga@
chomik szpiegujący
data wydania 0 0 X
zak. niepowodzeniem
  • Ano, masz rację... Zakończone niepowodzeniem – mruknęła pod nosem i spojrzała na włochatego zwierzaka.
  • Skoro tak... 
  • Pomysł miałyście niezły, tyle że zapewne wykitowałbym w świecie shinigami. Jestem tylko małym pustym bez maski, a moje reiatsu...
  • W ogóle nic od ciebie nie wyczuwam... 
  • No, to jakim cudem ty jeszcze żyjesz? - obydwie zrobiły zdziwione miny. 
  • Dobra, co ja tam będę kłamać. Nie posiadam reiatsu, ani żadnej mocy duchowej. 
  • Co?! 
  • Jak już mówiłem jestem tylko nieudanym eksperymentem. Co nie oznacza, że byłem stworzony z mocy duchowej. To jest innego rodzaju moc. Coś bardziej pierwotnego tak myślę.
  •  Przynudzasz – powiedziała wreszcie Ruda i powstała otrzepując ciuchy.
  • Tak czy siak wyślemy cię tam, bo jestem ciekawa czy to wszystko to prawda. Jeśli nie to po prostu tam zginiesz, mówi się trudno. 
  • Jeśli załatwisz mi solidną porcję warzyw i słonecznika użyczę wam swojej mocy – burknął obrażonym tonem chomik.
  • I nie nazywam się Dodziu, tylko Dag.
~*~*~*~*~*~

W tym samym czasie kilka pieter wyżej, konkretniej na ostatnim piętrze przez wielkie okno wyglądała samotna postać i uśmiechała się do siebie. Jej turkusowe włosy powiewały delikatnie przy najmniejszym dmuchnięciu wiatru, a błękitne oczy zawieszone były w bliżej nieokreślonym punkcie. Nieruchome, rozmarzone spojrzenie.
Ktoś położył ostrożnie dłoń na jej odkrytym ramieniu i pieszczotliwie przejechał palcem, muskając jej obojczyk, podbródek, żuchwę i na końcu zaróżowione policzki.
 
  • Sawel... - ciche westchnienie wydobyło się z jej malinowych ust chwilę przed tym, jak usta Sawela zdusiły to westchnienie. Kiedy już ich usta oderwały się od siebie, błękitne oczy dziewczyny ponownie skierowały się gdzieś w dal.
  • Strasznie za nim tęsknię... 
  • Wiem kicia, wiem o tym... - odparł tamten, lecz w ogóle nie przejął się tym, że Ona mówiła o innym mężczyźnie.

#Tres

NOWA TWARZ - RÓŻOWOWŁOSY

☀ ☓ ☀ ☓ ☀ 

A teraz przenieśmy się o jakieś kilkanaście kilometrów dalej do innego równie malowniczego miejsca, jakim w tym wypadku było...
  • Bagno?! Co tutaj do jasnej cholery robi bagno? Bagno w TAKIM miejscu?! Czy mi zawsze musi się przytrafić coś takiego? - wywrzaskiwał czyjś ostry głos jedne i te same głupie pytania dotyczące bagna.
  • Przestań się guzdrać Cielo i pomóż mi z tym szajsem - warknął jego towarzysz, który stał jakieś pięć metrów od niego. Ten zaś wcale nie zatapiał się w śmierdzącym bagnie, tylko unosił się wręcz ponad nim. Miał rudopomarańczowe włosy, a na jego twarzy widniał czarny tatuaż.
Spojrzał się za siebie i ze znużeniem obserwował poczynania chłopaka. Widocznie tamtemu nie szło i tylko głębiej zatapiał się w kleistej masie.
  • Najpierw pomóż mi się stąd wydostać Vargis, a nie - odparł tamten i z głośnym mlaśnięciem wydostał jedną nogę na powierzchnię.
  • Nie ważne, sam to dostarczę - rudowłosy odwrócił się plecami do kompana i ruszył żwawym krokiem przed siebie, pozostawiając za sobą wywrzaskującego jakieś przekleństwa chłopaka. - I znowu wszystko muszę robić sam... - pokręcił głową i zaczął wlec za sobą sporej wielkości wór z niezidentyfikowaną zawartością.

W każdym bądź razie powracając do zszokowanego niebieskowłosego Espady, który dalej stał i wlepiał wzrok w swoje odbicie. Z trudnością przyjął do świadomości to co widział. Jednak kiedy tylko spojrzał na swoje dłonie wszystko się wyjaśniło.
Powrócił do swojej postaci Adjuchasa. W odbiciu lustra widniała pantera.
  • Co jest...?! - powiedział wypranym z emocji głosem, który jednak był nieco wyższy niż zazwyczaj.
  • Co? To jest pokój luster, nic wielkiego - odparła osoba stojąca naprzeciw. Ta zaś wlepiała wzrok w Grimmjowa i uśmiechała się do niego głupio.
  • Nie mówię o tym... mówię o tym - wskazał z roztargnieniem na siebie.
  • No cóż, wyglądasz trochę inaczej, niż wtedy, kiedy do nas trafiłeś - odparła zdawkowo tamta osoba.
  • Och przestań pierdolić tylko powiedz co się tutaj dzieje!
  • Dobra, dobra, nie bulwersuj się tak na wejściu. Nawet nie zdążyliśmy się sobie przedstawić przez ten niefortunny pokój - po tych słowach różowowłosa postać zamknęła z trzaskiem drzwi prowadzące do powyższego pokoju, otrzepała swój śnieżnobiały fartuch, który wyglądał, jakby był świeżo wyprany w Perwollu i spojrzała zdawkowo na Grimmjowa - który prawdę mówiąc wyglądał na ciut wkurzonego. Phew, żadna nowość.
  • A teraz ogarnij się trochę, a ja postaram się odpowiedzieć na twoje pytania.
Grimmjow wyglądał przez moment, jakby miał ochotę się rzucić komuś do gardła. Zacisnął jednak zęby i mruknął coś w odpowiedzi.
  • To najpierw powiedz mi jeśli łaska co ja tutaj robię? - odparł wreszcie ze skwaszoną miną Espada.
  • Stoisz na jednym ze stuczterdziestuośmiu korytarzy znajdującym się na siódmym piętrze w zamku Zaległych należącym do... - zaczął recytować z pamięci posiadacz różowych włosów, lecz Grimmjow mu przerwał.
  • Nie obchodzi mnie gdzie jestem tylko co ja tutaj robię! Jeśli dobrze pamiętam powinienem odejść już z tego zasranego świata! - krzyknął z furią i walnął pięścią w ścianę, aż tynk z sufitu się posypał.
  • No tak. Mogę powiedzieć tyle, że od dzisiaj zaczniesz nowe życie. I tak cudem jest to, że nie usunięto ci pamięci, co dla mnie jest małym kłopotem. Jednak nic nie mogę na to poradzić. Od dzisiaj także zaczniesz swoją em jakby to nazwać odpowiednio... rehabilitację. Jak widzisz twoja forma adjuchasa powróciła, jednakże nie martw się, ponieważ jest to tylko chwilowe. Za niedługo powinna dojść przesyłka... - ostatnie zdanie zostało prędzej wymruczane do samego siebie, lecz Grimmjow nie zważał na to. Zaczął zaś analizować to co przed momentem usłyszał. Zacząć nowe życie? Czyli jednak musiał umrzeć, nie ma innego wyboru. Jego jeszcze tylko to przeważył. Jak dla mnie bomba... Później się wymyśli jak zamordować Ichigo, hehe.
  • I przechodząc do rzeczy, na imię mi Sawel i od tego momentu jestem twoim osobistym pielęgniarzem.
  • Piele... czym?!
  • Pielęgniarzem. Czyli, że będę się tobą opiekował dopóki w pełni nie wydobrzejesz, a wtedy zajmę się twoim treningiem.
  • Ze mną jest wszystko w porządku - warknął. Oczywiście pomijając fakt, że wyglądam jak zwyczajny hollow... Daleko mi do Espady. - I nie potrzebuję niczyjej opieki, a tym bardziej treningu.
  • Obawiam się jednak, że tak. I zakładam, że za kilka godzin znowu stracisz przytomność. Szczególnie, jeśli będziesz się zbytnio oddalał od tego pokoju.
  • A co ten pokój ma do tego?
  • Przecież tam jest twój miecz.
  • Nie wydaje mi się, abym był w stanie teraz go używać - syknął nieprzyjemnym głosem.
  • Nie o to chodzi. Twój miecz zawiera twoje reiatsu espady. Kiedy się od niego oddalasz, czyli wyjdziesz z pokoju nagle powracasz do formy adjuchasa. Założę się, że jakbyś zszedł kilka pięter niżej wyglądałbyś jak hollow. Dopóki twój miecz jest w stanie regeneracji nie powinieneś się zbytnio od niego oddalać. Mógłbyś wtedy postradać zmysły, czy coś... - mruknął Sawel i przylizał swoje różowe włosy.
Grimmjow po raz pierwszy w życiu wytrzeszczył oczy. Świetnie, co za bzdury on... Aaargh. Właściwie to znowu zaczęła boleć mnie głowa i trochę kręci mi się w głowie. Oparł się o ścianę i odetchnął głęboko próbując sobie to wszystko poukładać.
  • Tak jak myślałem - odparł pielęgniarz i pchnął Grimmjowa w stronę pokoju, w którym się obudził.

Grimmjow Final Fight

Clashing blades in midair, they bring the fight down to solid ground, where the force of their attacks tears up the ground around them. Grimmjow, leaping back to avoid one of Ichigo's attacks, charges a Cero in his free hand. Intending to approach the attack head on, Ichigo prepares to fire a Getsuga Tenshō, but as he calls out the attack's name, Grimmjow throws his Zanpakutō, leaving his other hand free to attack him with another Cero.[2] As the force of their two attacks creates a large explosion, separating the two combatants, Grimmjow, laughing, professes his excitement over the chance to finally crush Ichigo. When he asks if he feels the same way, Ichigo denies it, but Grimmjow, accusing him of lying, reminds him of how he hurt his friends.[3] Telling Ichigo he will teach him why he kept his scar, he declares he will finally kill him to prove he is superior.
GrimmjowVsIchigoCeroVsGetsugaIchigo's Getsuga Tenshō vs. Grimmjow's Cero.

Grimmjow retrieves his Zanpakutō, which he had previously thrown into the pillar he was initially standing on.[4] Leaping on top of the pillar, he criticizes Ichigo for having no killing intent. Using Sonído to flank Ichigo, he attempts to hit him, but Ichigo dodges him, leading to another series of blade clashes. As their blades are crossed, Grimmjow asks Ichigo what his reason for coming to Hueco Mundo was. When Ichigo states he did it to save Orihime, Grimmjow, pointing out how he could have taken her back the moment he saw her, accuses Ichigo of relaxing when he saw Orihime uninjured and being ignorant of how she must feel on the inside. Believing Grimmjow is implying he hurt her somehow, Ichigo angrily demands he tell him what he did to her.[5] Liking the way his words are provoking him, Grimmjow declares that Ichigo came to Hueco Mundo not to save Orihime, but to fight Hollows out of his instincts as a Shinigami.[6] Ichigo and Grimmjow once again clash blades multiple times in midair, culminating in Grimmjow firing a Cero. Though Ichigo disperses the attack with Getsuga Tenshō, part of the beam pushes through, which he narrowly dodges.[7]
Przeczytałeś? Skomentuj!
Liczę na konstruktywne komentarze, nie typu "fajne" "nie fajne" "nudne" "ciekawe" — co ci się podobało? co przykuło twoją uwagę? czy płynnie się czytało? czy jakieś błędy kuły w oczy? za krótkie, czy za długie? za dużo opisów, za mało wypowiedzi? lubisz zagadki? czujesz niedosyt..?

Don't forget my name shinigami, and you better pray that you never hear it again! Grimmjow Jaegerjaquez...because the next time you hear my name, you'll be a dead man...I promise.

(╯'□')╯︵ ┻━┻

ROZDZIAŁ (11) HISTORIA POBOCZNA (3) OGŁOSZENIE (3) WSTAWKA (3) INFORMACJA (2) PERWERSJA (2) +18 (1) REKLAMA (1) ROZDZIAŁ SPECJALNY (1) SCENY PRZEMOCY (1) UZUPEŁNIENIE (1) ZBOCZENIA (1)